Cameron Diaz wciąż zachwyca!



Ma 41 lat, mężczyzn zmienia jak rękawiczki i zagrała w kolejnej świetnej komedii. Nigdy nie czuła się tak doskonale! Dlaczego więc teraz wydała książkę, w której rozprawia się z własnymi słabościami?

Posągowa blondynka o ognistym temperamencie odziedziczonym po kubańskich przodkach wie, jak pogrywać z mężczyznami. Autorka wydanego właśnie poradnika „Ja, Kobieta. Jak pokochać i zrozumieć swoje ciało” na liście swoich miłosnych podbojów ma kilkanaście nazwisk „z najwyższej półki”, to m.in. Jude Law, Jared Leto i Justin Timberlake. Ostatnio oszalał na jej punkcie Elon Musk, jeden z najbardziej charyzmatycznych miliarderów – wynalazca i komputerowy guru. To dla niej chce zbudować superszybką kolej, która połączy „jego” San Francisco z „jej” Los Angeles. Odległość 560 kilometrów pociągi Muska będą pokonywać w pół godziny, a wszystko ma być superekologiczne i tanie, dokładnie tak, jak lubi Cameron. Bo choć aktorka wagę pieniędzy zna doskonale – w końcu filmy z jej udziałem zarobiły w sumie ponad 2 miliardy 300 milionów dolarów – to sama żyje oszczędnie. Nie lubi jadać w restauracjach, woli osobiście przygotowywać sobie jedzenie, a w jej obiadowym menu najdroższą pozycją jest grillowany kurczak. Powściągliwość w jedzeniu odbija sobie w innej dziedzinie. Promując film „Inna kobieta”, udzieliła kilku wywiadów – na pewno nie powinny ich czytać dzieci zachwycające się aktorką, która dała głos księżniczce Fionie ze „Shreka”. „Nie jestem kobietą, której wystarcza jeden mężczyzna” – wyznała aktorka szczerze, pytana, dlaczego tak często zmienia partnerów.

Jak została burrito

„Monogamia jest nie tylko nudna, ale również niezgodna z naturą. Nie lubię się ograniczać i nie widzę powodu, dla którego miałabym ślubować wierność jednemu mężczyźnie. Moje życie dzięki temu jest bardziej kolorowe” – prowokuje Diaz. Czy to prawda, czy jedynie zaklinanie rzeczywistości?

Odpowiedź można wyczytać między wierszami jej najnowszej książki „Ja, Kobieta”. Choć nie jest to klasyczna autobiografia, tylko solidnie napisany poradnik z mnóstwem praktycznych informacji na temat zdrowego żywienia, ćwiczeń fizycznych, a nawet poprawienia jakości snu, to Cameron porzuca co jakiś czas mentorski ton i pisze szczerze, od serca, o swoich kompleksach i życiowych problemach. Najwięcej miejsca w książce aktorka poświęciła swojej największej pasji, czyli… jedzeniu: „Wiele czasu zajęło mi pełne zrozumienie tej zasady, teraz jednak już wiem: jeśli jem paskudztwa, będę się czuć paskudnie. Jeśli spożywam dobrą, zdrową żywność pełną energii, sama będę tryskała energią”. Poradnik skierowany jest do Amerykanek, ale globalizacja sprawiła, że większość problemów, o których pisze gwiazda Hollywood, dotyczy także nas. „Możesz mi wierzyć, znam się dobrze na fast foodach.

Wyrosłam na nich – zwierza się Cameron. – Choć moja mama gotowała codziennie i obiady jedliśmy w domu, jako nastolatka objadałam się daniami z barów szybkiej obsługi podczas każdego wypadu do miasta. Razem z przyjaciółmi zajeżdżaliśmy do fast foodu, w którym zamawiałam podwójnego cheeseburgera z frytkami i krążkami cebulowymi. Kiedy uczyłam się w gimnazjum, brat mojego przyjaciela pracował w Taco Bell. Wpadałam tam każdego dnia po szkole i zamawiałam jedno fasolowe burrito z dodatkowym serem i sosem, bez cebuli. Zawsze dostawałam dwa. Każdego dnia po szkole zjadałam dwa fasolowe burrito i wypijałam colę! Żywiłam się tak codziennie przez trzy lata. Każdego dnia. Jeśli za to, kim jesteśmy, odpowiada to, co jemy, byłam wówczas fasolowym burrito z dodatkowym serem i sosem, bez cebuli”.
Żródło info i foto: Gala.pl
lg share en Cameron Diaz wciąż zachwyca!

5 ostatnich postów użytkownika admina

Pozostaw komentarz